-Powoli ruszam głową
w lewą stronę, potem w drugą i tak w kółko.
-Jak myśl się
pojawia?
-Medytacja z muzyką.
-?
-Całkiem niedawno
ktoś zaproponował, że udostępni mi muzykę do medytacji.
-Myślałam, że
medytuje się w ciszy.
-W moim przypadku
muszę zagłuszyć niektóre głosy, a najlepiej udaje się mi je ignorować przy
muzyce.
-Teraz też
ignorujesz?
-Oczywiście.
-A czego słuchasz?
-~Ani erdof otcha~
Shiri Maimon
-A wiesz chociaż, o
czy jest ta piosenka?
-A po co? Tak jest fajniej,
można sobie słuchać i nie wiedzieć, nie przypisywać do jakichś sytuacji, nie
interpretować… O wiele prościej.
-No nie wiem, ja
lubię wiedzieć, o czym jest dana piosenka…
-Jest jeszcze jedna
piosenka tej wykonawczyni, jej tytuł brzmi ~Hasheket Shenishar~.
-Tej piosenki
przekład znasz?
-~Chwile, które
przeminęły~. W angielskim przekładzie tytuł brzmi ~Time to say goodbye~
-Ale przy takich
piosenkach raczej nie da się medytować…
-Masz rację, niosą za
sobą zbyt duży ładunek emocjonalny, zwłaszcza w słowach. Potrzebna jest mi
muzyka bez słów…
-…
-…
-Jak myślisz, skąd
się bierze ten stan?
-Mam dziwne wrażenie,
że to po korzonkach..
Wszyscy mi mówią, że jakaś zamulona chodzę, sama z resztą tego kontaktu ze
światem zewnętrznym nie czuję, najchętniej to cały czas siedziałabym tylko
przed tym laptopem i opisywała myśli których jest więcej…
-Idąc sobie spacerkiem w pewno miejsce w celu nawdychania
się świeżego powietrza, którego tak bardzo brakuje mi w czterech ścianach
mieszkania, kontemplując naturę, którą widzę na co dzień, gdy tylko wyjdę z
domu, spostrzegłam, jak wiele detali uchodzi mojej uwadze.
-A co zauważyłaś
dzisiaj?
-Zieleń traw, brąz
gałęzi, błękit wód… natura jest piękna, zwłaszcza wiosną. Udało mi się nawet
zauważyć sarenki, a także to, że pszczoły już latają…
-Masz pasiekę?
-Pasieka jest kawałek
drogi od mojego domu.
-Jaki masz stosunek
do swojego miejsca zamieszkania?
-Mieszany, z jednej
strony mieszkanie z rodzicami na łonie natury ma swoje zalety, ale do szkoły
daleko, do znajomych, przyjaciela…
-Przyjaciela?
-W sumie jest on kimś
więcej, jest powiernikiem sekretów, kochankiem, przyjacielem, doświadczonym w
różnych sprawach mężczyzną… Chcę uniknąć mówienia ~mój mężczyzna~, bo nie mogę
mieć go na własność…
-A chciałabyś?
-Jeżeli byłoby to
równoznaczne z ograniczeniem jego osobistej wolności słowa, czynu i wyboru to
nie.
-?
-Kwestia tego, że
pokochałam człowieka wolnego, nieskrępowanego i nie chciałabym, żeby stał się
marionetką w moich dłoniach… Nie chciałabym też, żeby zawsze robił to co chcę,
jeżeli kłóci się to z jego przekonaniami i zasadami…
-Możesz mi powiedzieć,
jaki on jest?
-A po co ci to?
-Chciałabym móc
wyrobić sobie o nim jakieś zdanie.
-Nie jest według mnie
słuszne wyrabianie sobie o kimś zdanie na podstawie cudzych opowieści.
-Czemu?
-Gdyż przepełnione są
one emocjami i uczuciami, które opowiadający odczuwa z związku z osobą, o
której opowiada. Mówiąc o kimś przekazujemy drugiej osobie część własnych
przekonań, osądów lub też uprzedzeń. Mówiąc o jakiejś tam Ance ~ona jest
strasznie wredna~ uprzedzam cię do niej, chociaż jak ją poznasz, może być ona
bardzo miłą osobą. I na odwrót...
-Brutalnie wyrwana z
przyjemnych doświadczeń sennych wkurzam się na wszystko, co się da. Jestem tak
zirytowana, że sięgnę po ostateczne rozwiązanie antystresowe.
-O jakiej metodzie
mówisz?
-Mam na myśli
medytację, siadam po turecku, krzyżuję ręce w łokciach, kładę je luźno tak, aby
wierch dłoni dotykał kolana i zagłębiam się w siebie…
-Czyim telefonem
zostałaś wyrwana ze snu?
-Zadzwonił do mnie
były i się pyta, czy cnotkę dla niego trzymam… ;/
-Bezczelny… Jak
zareagowałaś?
-Rozłączyłam się.
-I tylko tyle? Na
jego miejscu zadzwoniłabym jeszcze raz…
-Zadzwonił.
-I co?
-Usłyszał dobitne
~SPIER****J~
-Mam nadzieję, że
nikt tego nie słyszał…
-Nadzieja matką
głupich… Moja matula słyszała… jeżeli o 8 rano dzwoni telefon na pełnej
głośności… poza tym 5 minut wcześniej dzwonił jej budzik… ;-/
-I co ona na to?
-~Wyłącz telefon~…
-…
-…
-Pisałaś, że zostałaś
wyrwana z przyjemnych doświadczeń sennych…
-Owszem.
-Skąd się one wzięły?
-Z pewnego
korzenia?...
-Jakiego?
-Wygoogluj sobie hasełko
~African dream root~
-To później. Jak wrażenia?
-Nie do opisania…
różnorodność barw, kształtów, również słów.
-Ciekawe.
-Mnie zaś intryguje
to, czy ów korzonek stymuluje pracę tej części mózgu odpowiadającej za
świadomość, czy też za wyobraźnię…
-Pan numer 4 to zwykły palacz, z nieciekawego towarzystwa,
typ spod ciemnej gwiazdy, podobnie jak trzech poprzednich. 7 lat różnicy.
-Ona ma chyba jakąś
skłonność do starszych…
-Chyba tak…
-A pan numer 5?
-Może nazwijmy ich
literkami. Pan numer 1 to pan A, numer 3 to B, numer 4 to C a numer 5 to D.
-Pominęłaś pana numer
2…
-Nie będzie nam już w
tej historii potrzebny, bo to był tylko jeden epizod.
-A więc kontynuując
pan D…
-To tajemniczy
nieznajomy z zajęć pozaszkolnych, starszy o 11 lat, przystojny, pociągający, z
tym czymś.
-I co było dalej?
-Od października do
Sylwestra pociągał ją pan D, lecz nie mogła zerwać znajomości z panem C.
-Czemu?
-Nękał ją, nie dawał
jej spokoju.
-To jak się go
pozbyła?
-Na sylwestra chłopak
kuzynki definitywnie zakończył ich znajomość. Także między ją i panem B.
-Cieszyła się?
-I to bardzo…
-A pan D?
-Po sylwestrze
zaprosił ją do siebie. Malowali ściany, a za trzecim razem nawet palili
marihuanę… J
-A jego rodzina?
-Mieszka tylko z
mamą, która poznała mnie po którymś dopiero spotkaniu…
-A reszta?
-Ojciec ma drugą
żonę, więcej nie wiem, Jest jeszcze starsza siostra Basia, szczęśliwa żona pana
Tadeusza i matka Michasia i Kingi.
-A wracając…
-31 stycznia 2012
roku to data którą zapamięta ona do końca swojego życia.
-Chciała tego?
-Marzyła o tym. Tym
bardziej wydawało się jej to nierealne, bo byli oni po trawce.
-Jakoś to później
interpretowała?
-On, czyli pan D
pożyczył jej wydruk książki o roślinach halucynogennych, gdzie o marihuanie
było napisane, że czasem wywołuje przywidzenia o kontekście seksualnym, choć
tego nie udowodniono…
-Ciekawie…
-Później były ferie
zimowe… spędziła ona u niego kilka nocy, swojej mamie powiadając bajki o
koleżance. Jednak jej przyjaciółka, a później jej siostra, znały prawdę.
-A po feriach?
-A po feriach zaczęły
się wagary.
-???
-Lewe zwolnienie
lekarskie na tydzień i jeszcze inne pojedyncze dni suma summarum dały 62
godziny nieobecności w miesiącu, w którym były jeszcze ferie…
-No to brawa dla
rekordzistki!!!
-Niewątpliwie.
-Jak się skończyły
wagary?
-Jej wychowawca
zadzwonił do jej mamy, a ona intuicyjnie wiedziała, gdzie jej szukać.
-Raczej nie było
fajnie.
-Nie będę wdawać się
w szczegóły, ale to była raczej rzeź…