środa, 4 lipca 2012

pożegnanie, które pożegnaniem nie jest...

5 i pół miesiąca wyjęte z życiorysu. Zmarnowane, możnaby rzec. Na własne życzenie i dla świętego spokoju z matką.
Po co?
Możnaby odnieść wrażenie, iż samego się krzywdzi robiąc coś pod dyktando innych bez zgody z samym sobą. Każdy problem nakłada się na inny nawarstwiają gorzki tort problemów, aa na koniec nakłada się na to wisienkę gorzkiego żalu i nieporozumień.
Prawie pół roku użerania się ze sobą, dobijanie się nawzajem, niezrozumienie, żal i ból zadawany sobie wzajemnie, tak to wygląda z perspektywy osoby postronnej, zamroczonej, a niby jednak obeznanej.
Co można dodać więcej?
Podziękowania za każdego drinka,  cytrynówką, za opadłą do podłogi szczękę na koniec roku, za terapie na smutki moje i twoje,,,
Dziękuję Ci, Pawle i Konstancjo, za każdą chwilę, którą mogłam spędzić w Waszym towarzystwie, Oby było ich więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz