-Skądże. Niektóre
osoby powinny sobie uzmysłowić, że niekiedy najlepszym towarzystwem jesteś ty
sam i można się z samym sobą bardzo dobrze bawić.
-Myślisz, że do kogoś
to dotrze?
-Na pewno nie do
wszystkich. W dzisiejszych czasach ludzie są tak zabiegani, że nawet w drodze
do pracy czy szkoły nie zauważają koloru wody lub choćby tego, że na drzewie,
które zawsze mijają, jakieś ptaszki uwiły gniazdko, w którym siedzą teraz trzy
pisklaki…
-Zauważyłem, że masz
skłonność do schodzenia z tematu.
-Ja nazwałabym to
raczej pozwalaniem myślom swobodnie krążyć, zamiast się ich kurczowo czepiać.
-Co masz na myśli?
-Mogę ci wyjaśnić w
prosty sposób.
-Słucham.
-Złap się za ręce.
-Z kim?
-Z samym sobą, jak
już jesteśmy w tym temacie.
-I co dalej?
-Jedną ręką,
przykładowo lewą, mocno złap się drugiej, jakby to był jedyny sposób, żeby
przetrwać. To jesteś ty.
-A prawa dłoń?
-Prawa dłoń to twoja
myśl. Jest luźna.
-I co dalej?
-Trzymasz mocno?
-Ręka mnie rozbolała.
-Która?
-W sumie to obie.
-A teraz wyobraź
sobie, że jest jeszcze jedna myśl, znacznie ciekawsza i interesująca, moja
dłoń, która chce być złapana przez twoją lewą rękę. Złapiesz ją?
-Nie, przecież mam
zajętą rękę…
-Rozumiesz teraz moje
podejście?
-Może przetłumaczę to
na moje rozumowanie, a ty mi powiesz, czy dobrze interpretuje to, co mi
przekazałeś, dobrze?
-Dobrze.
-Pozwalać myślom
swobodnie biec to tak jakby nie brać pierwszej lepszej rzeczy, na przykład
mając półkę z kanapkami nie brać pierwszej, za którą nie przepadamy, tylko
znaleźć taką, co smakuje najbardziej…
-No nie wiem… Jak
siedzimy półtora metra od siebie to widzę między nami mur.
-Jak on wygląda?
-Jest długi i
solidny.
-Wyobraź sobie więc
młot, którym rozbijasz ten mur.
-Cegły są czerwone.
Trzy rzędy cegieł… jeden za drugim puszczają
-Co jest po drugiej
stronie muru?
-Widzę leśną polanę.
Jeziorko… sarenki podchodzą do mnie i liżą mnie po dłoniach…
-Ładnie tam?
-Tak. Spokojnie,
łagodnie, bezpiecznie.
-Wejdź głębiej w las.
Co teraz widzisz?
-Na jednym z konarów
siedzi puma i pyta się wróbli, jakie rośliny można jeść…
-Co odpowiadają
wróble?
-Żeby puma nie jadła
tataraku… J
-Co jeszcze widzisz?
-Dwa zające… za
krzakiem się bzykają… J
-Coś jeszcze
ciekawego widać?
-Daniele radzą
wilkowi, żeby nie jadł tataraku.
-Mówią dlaczego?
-Hmm… jeden z danieli
mówi, że jest halucynogenny… swoją drogą, warto sprawdzić…
-A widzisz jakiegoś
człowieka?
-Nie, chociaż…
-Chociaż co?
-Jakiś… cień.
-Możesz za nim pójść?
-Mogę…
-To idź za nim, i
powiedz, dokąd cię zaprowadził.
-To jest taka jakby
bardziej mroczna część lasu, bardziej… dzika, niebezpieczna… Cień się
zatrzymał.
-Jak wygląda to
miejsce, w którym teraz jesteś?
-Stoję w jedynym
miejscu, w którym nie rośnie drzewo. Taka jakby makropolanka… Widzę też dwie
płyty nagrobne, ale nie ma na nich żadnych znaków, symboli ani liczb… Słychać
tylko pohukiwanie sów i wycie wilków.
-Zapytaj się o coś
cienia.
-O co ?
-O cokolwiek.
-Na przykład?
-Kim jest?
-Nie powiedział…
-Zauważyłaś jakąś
zmianę w otoczeniu?
-Pojawiło się ciało.
Martwe. Rana postrzałowa prosto w serce, mnóstwo krwi.
-Znasz tę osobę?
-Tak, ale nie chcę
mówićkto to jest…
-Zapytaj się sowy, co
to wszystko ma znaczyć…
-Sowa mówi, ze muszę
nauczyć się zadawać pytania albo zdemaskować cienia…
-Spróbuj stamtąd
wyjść.
-Nie mogę, Cień
trzyma mnie za ramię i nie chce puścić.
-Spróbuj w takim
razie rozpalić ogień.
-Ogień jest
przeźroczysty, zimny.
-Spróbuj do niego
wejść.
-Nie mogę.
-Jak teraz wygląda
otoczenie?
-Wygląda ono jak
nieprzenikniona ciemność…
-Czy możesz zrobić
coś zaskakującego?
-Czyli co?
-Wymyśl coś…
-Zdjęłam Cieniowi
pelerynę i wrzuciłam ją do ognia. Wypadło z niej jabłko i pomarańcza. Czarność
się rozpłynęła, las stał się bezpieczny, a Cień przyjazny.
-Nie uważasz, że
robienie rzeczy których się nie lubi, nie daje praktycznie żadnych efektów?
-Co masz na myśl?
-Wyobraź sobie
sytuację, w której pewna osoba musi… dajmy na to porąbać drewno. Ma ochotę to
zrobić, więc bez narzekania idzie przykładowo za dom i wykonuje zwoje zadanie.
-Jeśli to lubi, to
pewnie szybko jej pójdzie…
-Też tak myślę… A
teraz wykreuj sobie w myślach podobną postać, z tą różnicą, że wcale nie ma
ochoty zająć się jakąkolwiek pracą, a już na pewno nie rąbaniem drewna.
Prawdopodobnie będzie narzekać, ociągać, zrobi to mniej efektywnie niż pierwszy
człowiek.
-Nie dość, że tracimy
na efektywności, to jeszcze na czasie…
-Ale co zrobić, by
zachęcić taką osobę? Pieniędzmi?
-Niekażdego stać na takie motywowanie bliskich
tudzież podwładnych, jednak nie zaprzeczę, iż jest to motywacja skuteczna w
większości przypadków.
-Jaką większość?
-Przykładowo na
uczniów, którzy niechętnie chodzą do szkoły… J
-Moim zdaniem działa na wszystkich, większość ludzi to
materialiści przynajmniej w jakiejś części.
-Nie należy jednak
zapominać o umiarze i tak zwanym ~Złotym środku~
-Czemu?
-Na przykład
uczniowie, których się wspomniało chwilę temu. Trzeba zadać sobie pytanie,
czemu nie chcą oni tam chodzić i zastosować półśrodki, zamiast od razu każdy
problem rozwiązywać pieniędzmi, bo zaraz takiemu nastolatkowi zacznie się
wydawać, że za każdym razem jak nie będzie chciał czegoś zrobić to dostanie
kasę na zachętę. Albo będzie wykorzystywał każdą okazję do otrzymania łatwych
pieniędzy…
-A co z bogaczem?
-A do czego
mięlibyśmy nakłaniać milionera, który ma wszystko?
-Przykładowo do tego,
żeby częścią swojego bogactwa podzielił się z tymi, którzy nie mając nic.
Pieniędzmi go nie przekonamy…
-Ciekawa kwestia...
może pokazać mu ten drugi świat i uświadomić mu w ten sposób, że między
bogatymi a biednymijest przepaść, nad
którą, dla dobra ogółu, powinien zawisnąć jakiś most?
-Bo ja lubię ból tak
samo jak ty lubisz laptopa i telefon.
-Jak można lubić ból?
-Jak można lubić
telefon?
-Telefon jest
przyjemny, a korzystanie z niego pożyteczne i ułatwiające życie.
-Telefon emituje
fale, które mogą prowadzić do bezpłodności, poza tym, jak ja trzymam telefon,
to mam takie dreszcze, jakbym była chora.
-Z laptopem jest tak
samo?
-Tak.
-To czemu teraz przed nim siedzisz?
-Siedzenie pół
godziny przed laptopem aby sprawdzić pocztę i coś napisać a trzymanie telefonu
przy dupie 24 godziny na dobę to dwie podobne, aczkolwiek nie te same sprawy.
-Niech ci będzie. A
wracając do sedna sprawy, ból boli i jest nieprzyjemny.
-Masło maślane.
-Nieważne.to jak jest z tym bólem?
-Gdy doświadczam bólu
uświadamiam sobie, że żyję.
-A tak normalnie to o
tym zapominasz?
-Nie to, że
zapominam, tylko ta świadomość jest mniejsza, schodzi na dalszy plan bo nie
jest potrzebna, jestem zajęta czymś innym, tzw. Ważniejszym.
-Co ma oznaczać to
~tzw.~?
-Bo to, co uważam za
ważniejsze, wcale takie nie jest, na przykład według mojej kogoś, kto stoi z boku.
-Czyli?
-Chociażby pisanie
tego tekstu. Jest to dla mnie ważniejsze, żeby wylać z siebie te myśli i nie
zaśmiecać sobie nimi głowy, niż odrabianie lekcji.
-Czemu?
-A próbowałeś kiedyś
oddychać pod wodą?
-Nie da się przecież.
-Właśnie tego wymaga
ode mnie mama, chcąc, żebym odłożyła laptopa i zabrała się za lekcje.
-Czemu porównujesz to
do oddychania pod wodą?
-Wolne myślenie
jest dla mnie tak naturalne jak oddychanie. Nie mogę myśleć o sobie podczas
odrabiania lekcji, jest to dla mnie tak samo irracjonalne jak oddychanie pod
wodą. Bo przecież jestem tylko człowiekiem, anie rybą...