sobota, 31 marca 2012

Kompleksy...


 -Najlepszym lekarzem na kompleksy kobiety jest obecność mężczyzny, który ją kocha.
 -Do czego pijesz?
 -Do mojej pewnej znajomej.
 -Opowiesz mi o tym?
 -Wykreowałam cię po to, żebyś, w przeciwieństwie do większości, wysłuchał wszystkiego, co mam aktualnie do powiedzenia.
 -No to nawijaj makaron na uszy J.
 -Od czego zacząć?
 -Może od twojej znajomej?
 -Słusznie…
 -J
 -Nazwijmy ją Agata.
 -Dobrze.
 -Agata miała kompleksy. Narzekała na swoją twarz, jej zdaniem za duży brzuch, wyimaginowany cellulit… wiesz o co mi chodzi?
 -Czy mi się tylko wydaje, że z każdym centymetrze swojego ciała nie widziała nic dobrego?
 -Raczej nie widziała w sobie zalet, same wady.
 -…
 -Agata brała na siebie też winę za złe relacje z rówieśnikami i znajomymi.
 -A z czego to się brało?
 -Trochę z niej, trochę z innych. Wiadomo, że nie wszyscy cię od razu polubią…
 -Co było dalej?
 -Żeby poprawić sobie nastrój angażowała się w akcje pozaszkolne. Na jednej z tych akcji poznała intrygującego mężczyznę, Na potrzeby tego tekstu nazwijmy go sobie Andrzej.
 -Skąd wybór imion?
 -Przypadkowy, nie chciałabym, żeby ktoś, słusznie lub nie, utożsamiały się z osobami, o których piszę.
 -i co dalej?
 -W sumie to on się jej spodobał od samego początku, i tak jakoś się złożyło, że od jakiegoś  czasu są ze sobą.
 -A gdzie szczegóły?
 -A chciałbyś, żebym cię zanudzała półgodzinną opowieścią o wszystkomówiących spojrzeniach, pierwszych spotkaniach… ?
 -W sumie to początki jak u wszystkich…
 -Nie do końca, bo każda taka historia różni się szczegółami właśnie, a ja nie chcę opowiadać o czyimś życiu tak na forum.
 -Rozumiem.
-…
-To co z tymi kompleksami?
 -Agata uwierzyła w to, że jest piękna, a to dzięki temu, że jest z nią ktoś, komu podoba się ona taka, jaka jest…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz