Hej…
Słyszeliście może czasem, że życie jest do d . . y?
Ja też.
Ale tak właściwie, jakie byłoby życie bez przeszkód?
Prosty przykład: szkoła.
Idę do szkoły w poniedziałek. Polski-omawiamy <potop>
Sienkiewicza. Andrzej Kmicic jako bohater dynamiczny. Co to nam da w życiu, że
będziemy wiedzieli, kim był ów Kmicic? Nic. A co nam po tym, że wiemy, jak i za
co skończył? (Nawiasem mówiąc, ja tego nie wiemJ) Możemy w ten sposób się
dowiedzieć, jak nie należy postępować w dzisiejszych czasach (co jak co, ale
prezydenta dzisiaj nie porwalibyście, no sorry). Poza tym- co to za polak, co się
w swym języku wysłowić nie potrafi…
Następna lekcja-matma. No dobra, przyznaję, czasem używam matmy
(bo chyba
nikt nie lubi, jak rodzice was przy wypłacie oszwabią na kasę, no nie?)
Ale po jaką cholerę grupie podstawowej jakieś talesy, parametry i inne
fiubździu? No ja tego po prostu nie kumam. Może kiedyś moje przemyślenia
przeczyta jakiś polonista i skomentuje, że takie rzeczy się mu przydały. A może
wręcz przeciwnie, powie, że wkładanie młodzieży informacji, które im się nie
przydadzą, to bezsens…
WF - okej, ja
nie mam nic przeciwko bieganiu z piłką albo skakaniu przez kozła, człowiek jest przez
to dłużej sprawny, ale tak szczerze, to nie mam pojęcia, po kiego
grzyba robią nam z tego sprawdziany. Serio.
Angielski? Fajnie. To
samo tyczy się niemieckiego, włoskiego, francuskiego, hiszpańskiego czy
jakiegokolwiek innego języka obcego, którego mamy niewątpliwe szczęście się
uczyć. Naprawdę, zdajecie sobie sprawę, ile musi umieć taki nauczyciel, któremu
zadajesz wszelkie pytania o słówka, gramatykę itp.? I zawsze oczekujesz
prawdziwej odpowiedzi, ale od innej, niż <nie wiem> lub <nie mam
pojęcia>. A poza tym, dzięki temu możemy
porozumieć się z obcokrajowcami, urozmaicić nasze życie, no nie? So,
check it out!
Resztę przedmiotów uważam za… niezbyt pasjonujące… bo przecież
Ne powiem: zbędne...tak więc pierwsza przeszkoda w życiu człowieka to
szkoła, ale bez przesadyzmu! Ona też może się na coś przydać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz